Nie czuję się...
No i stało się... Szymon się rozchorował. Tak po prostu; katar, kaszel a później doszedł jeszcze stan podgorączkowy... całą noc człowiek spał przy nim w półśnie i pilnował żeby Mały się nie odkrywał.
Rano, kiedy piłam kawę siedząc na łóżku i patrząc na niego z wielką czułością Szymon obudził się, a zobaczywszy, że na niego patrzę uśmiechnął się przeciągając jak kot swoje ciało. Popatrzyłam się na niego jeszcze z bardziej ciepłym uśmiechem i zapytałam :
- Szymonku jak się czujesz ?
- Nie czuję się - odparł Szymon.
Moje Dziecię jeśli się czuje, to czuje się SUPER, ale jeśli jest chory to nie ma innego stanu jak "nie czucie". Bo jak można się czuć, kiedy z nosa cieknie i jeszcze temperatura skacze... Nie można biegać na bose stopy, a latem jeszcze skakać na dworze po kałużach... no jak się można czuć? Nie czuje się - bo to tak, jakby nas nie było; bo nie robisz tego co byś chciał robić, tylko to co trzeba... Nie czuję się - i wszystko wiadome.